Joga Nidra czy medytacja? Moja jogiczna zagwozdka

Przez długi czas myślałem, że „medytacja leżąca” to po prostu leniwa wersja prawdziwej medytacji. Pamiętam, jak pierwszy raz położyłem się na macie na Jogę Nidrę – byłem przekonany, że zasnę w ciągu trzech minut i zmarnuję czas. Zamiast tego… obudziłem się po 35 minutach z dziwnym poczuciem, jakby ktoś odświeżył mi cały układ nerwowy. Czułem się lekki, spokojny i zaskakująco obecny. To był moment, w którym zrozumiałem, że te dwie praktyki to nie konkurenci – to zupełnie różne narzędzia.

Medytacja to dla mnie codzienny trening umysłu. Siadam rano, prostuję kręgosłup i zaczynam. Czasem już po minucie mój umysł galopuje: co kupić na obiad, co napisać w mailu, dlaczego tamta rozmowa sprzed dwóch dni wciąż mnie uwiera. Wracam do oddechu. Znowu ucieka. Wracam. To żmudna, ale piękna praca. Medytacja nauczyła mnie dyscypliny i cierpliwości. Dzięki niej lepiej zauważam, kiedy wpadam w automatyczne reakcje i łatwiej mi się z nich wybudzić.

Joga Nidra to z kolei moje wieczorne wybawienie. Po całym dniu, gdy głowa buzuje, a ramiona są spięte jak kamień, kładę się na podłodze, przykrywam kocem i oddaję prowadzenie nauczycielowi. Nie muszę nic robić. Nie walczę z myślami. Po prostu płynę. Rotacja świadomości po ciele, sankalpa, która powoli zapada w podświadomość, delikatne wizualizacje… i nagle czuję, jak całe napięcie z dnia spływa ze mnie jak woda.

Największa różnica, jaką zauważyłem na sobie?

Medytacja daje mi jasność. Joga Nidra daje mi głęboki reset. Jedna buduje siłę mentalną, druga leczy zmęczenie, które siedzi głęboko w układzie nerwowym. Kiedy przez kilka tygodni praktykowałem tylko medytację siedzącą, czułem się lepiej, ale wciąż byłem przewlekle zmęczony. Gdy dodałem regularną Jogę Nidrę wieczorem – sen wrócił, kortyzol spadł, a ja przestałem budzić się w nocy z gonitwą myśli.

W Podręczniku Jogi Nidry przeczytałem piękne zdanie, że praktyka wprowadza w stan głębokiego odpoczynku bez utraty ciągłości świadomości. Dokładnie tak to odczuwam. W medytacji jestem „na straży”. W Jodze Nidrze jestem jednocześnie strażnikiem i tym, który w końcu może odpocząć.

Dziś już nie wybieram „albo-albo”. Rano – krótka medytacja, żeby dobrze zacząć dzień. Wieczorem – Joga Nidra, żeby dobrze go zakończyć. To połączenie działa na mnie najlepiej.

Jeśli czujesz, że medytacja siedząca Cię frustruje albo że Twój umysł jest zbyt rozbiegany, żeby usiedzieć spokojnie – spróbuj Jogi Nidry. Daj sobie szansę na regenerację, której Twoje ciało bardzo potrzebuje. A jeśli już medytujesz – dodaj Nidrę jako uzupełnienie. Nie pożałujesz.

Bo w końcu nie chodzi o to, która praktyka jest „lepsza”. Chodzi o to, czego w danym momencie najbardziej potrzebuje Twoja głowa, ciało i serce.

A Ty? Którą praktykę czujesz bliżej siebie?

Namaste. 🕉️

Dodaj komentarz